“Z pamiętnika NAJopiekunki SenioVity” – praca w dobie koronawirusa

Przedstawiamy nasz nowy cykl wywiadów “Z pamiętnika NAJopiekunki SenioVity”. Z naszymi bohaterkami będziemy rozmawiać przede wszystkim o tym, jak wygląda ich praca w opiece oraz jak radzą sobie z trudnymi sytuacjami na zleceniach. W pierwszym wywiadzie poruszymy temat opieki nad osobami starszymi w dobie koronawirusa. Naszą bohaterką jest pani Ewa, która postanowiła pozostać na zleceniu podczas pierwszych zachorowań w naszym kraju i pozostałej części Europy. Głównym powodem było dla niej bezpieczeństwo własne i swojej rodziny, dlatego przedłużyła pobyt najdłużej, jak było to możliwe.

Pani Ewa ponad 3 lata temu, chcąc poprawić swoją sytuację finansową, postanowiła zgłosić się do naszej firmy w celu rozpoczęcia swojej przygody jako Opiekunka osób starszych w Niemczech. Zaowocowało to nie tylko dodatkowymi środkami finansowymi, ale też poznaniem wspaniałych ludzi oraz pogłębieniem niemieckiej kultury i architektury, a także – jak się później okazało – odkryciem swojego powołania. 

SV: Czy przed wyjazdem miała Pani jakiekolwiek doświadczenie w opiece nad chorymi czy seniorami?

Pani Ewa: Tak, opiekowałam się osobami starszymi w organizacji pozarządowej. Zajmowałam się też organizacją integracyjnych turnusów dla osób chorych na cukrzycę. Jest to choroba wykluczenia, a ja pracowałam nad tym, aby te osoby otworzyć i aktywizować. Do tej pory mam bardzo dobry kontakt z osobami z tej organizacji. Właściwie od zawsze miałam dobre relacje oraz okazywałam dużo empatii i poszanowania dla osób starszych.

SV: Co sprawia Pani radość w relacji z podopiecznymi?

Pani Ewa: Największą satysfakcję daje mi dostosowanie mojej pracy do potrzeb podopiecznego. Najważniejsze jest dla mnie zrozumienie jego potrzeb oraz zapewnienie poczucia bezpieczeństwa i opieki. Wtedy taka osoba łatwiej się otwiera, wycisza, rzadziej pojawiają się napięcia. Osobom samotnym i schorowanym ciężko jest wpuścić kogoś obcego do swojego domu, który jest również ich azylem. Staram się nie naruszać jego prywatności, bo w tym przypadku najważniejszy jest podopieczny i jego komfort psychiczny. Jestem gościem w jego domu, ale również jestem w pracy, dlatego staram się budować atmosferę ciepła i spokoju. Gdy to osiągnę, pojawia się ogromna satysfakcja. Wtedy też jestem zadowolona z mojej pracy i uzyskanych efektów. To uskrzydla człowieka, a poza tym pojawia się adrenalinka, taka pozytywna adrenalinka.

SV: Jak trafiła Pani do SenioVity? Za co ceni Pani współpracę z nami?

Pani Ewa: Nim złożyłam swoją aplikację już dawno interesowałam się wyjazdem jako Opiekunka osoby starszej w Niemczech. Miałam jednak różne ciekawe zajęcia, bardzo dużo pracy w stowarzyszeniu, prowadziłam zajęcia krawieckie. Szyłam dla grup tanecznych, ale pojawiły się problemy zdrowotne dotyczące nóg i rąk. Mówię, no nie, koniec! Muszę jechać do tych Niemiec. Polubiłam stronę SenioVity na Facebook’u, wypełniłam kwestionariusz i zadzwoniła do mnie pani Aleksandra Pietrzykowska, z którą bardzo dobrze mi się rozmawiało. Wtedy już czułam jakbym była tam z Wami. To było fantastyczne, od razu kupiłam Was jako dobrą monetę i to był dobry zakup. Na początku miałam dwie nieudane próby rozmowy po niemiecku z koordynatorem. Nie potrafiłam się otworzyć, żeby cokolwiek powiedzieć. Pani Ola mnie uspokoiła, otworzyłam się, ośmieliłam. Tak to się zaczęło i trwa do dzisiaj. Pracę z SenioVitą cenię za poczucie bezpieczeństwa. Mogę spokojnie jechać bez obawy, że zlecenie nie będzie mi odpowiadać. Gdy wypełniałam formularz zgłaszając się do państwa firmy zaznaczyłam, że nie mogę dźwigać, gdyż jestem po operacji rąk i kręgosłupa. Nigdy nie było konieczne, abym wykonywała pełen transfer. Na każdą uwagę jest reakcja z firmy. Zawsze wiem z wyprzedzeniem, kiedy wyjeżdżam i z jakim przewoźnikiem. Dzięki temu, że firma o to dba, czuje się bezpiecznie.

SV: Gdzie była Pani jak media lawinowo przekazywały informacje o wybuchu pandemii w Europie?

Pani Ewa: Byłam w Hamburgu na zleceniu.

SV: Jakie odczucia towarzyszyły Pani w trakcie pobytu na zleceniu, gdy docierały do pani informacje na temat sytuacji ze świata w związku z epidemią koronawirusa? Czy śledziła Pani tę sytuację na bieżąco?

Pani Ewa: Pierwsza myśl to niedowierzanie, to się bardzo szybko rozkręciło. Zaczęłam się zastanawiać, jak wrócę do Polski. Jak zadbać o bezpieczeństwo swoje i moich podopiecznych? Człowiek jest w takim stanie trochę zagrożenia i zaczyna myśleć bardzo intensywnie.

SV: Jak pani i podopieczni reagowali na sytuację związaną z Covid-19?

Pani Ewa: Bałam się, ale mimo wszystko byłam spokojna. Stoicki spokój, pokerowa twarz, kilka głębokich oddechów. Podopieczni bardzo się denerwowali, wręcz się nakręcali. Wszystkie wiadomości na bieżąco śledzili, rozmawiali tylko o tym, dopytywali czy w Polsce jest tak samo. Przejmowali się tym, jak wrócę do domu, czy będę bezpieczna. Bardzo się martwili o siebie i o mnie. Uspokoiłam podopiecznych mówiąc, że firma wszystko zapewni. Był to bardzo spokojny przekaz, podopieczni się wyciszyli i nawet zaczęli się uśmiechać.

SV: Co zadecydowało, że zdecydowała się Pani przedłużyć pobyt na zleceniu?

Pani Ewa: Mój powrót miał przypadać na największy moment zachorowań. Docierały do mnie wiadomości, że na przejściu granicznym stoi się po kilkanaście godzin. Usłyszałam w wiadomościach także, że niektóre osoby stały na granicy nawet 72 godziny. Koszmar jakiś! Pierwsza myśl: wracać, ale zastanawiałam się nad bezpieczeństwem. Dlatego postanowiłam zostać, aby nie narażać swojej rodziny na ewentualne ryzyko choroby.

SV: Jakimi cechami powinien wykazać się Opiekun w tak nietypowej sytuacji?

Pani Ewa: Powinien zachować spokój i zimną krew, nawet jeśli czuje niebezpieczeństwo. Należy znaleźć rozwiązanie, które uspokoi podopiecznych, a nie będzie potęgowało paniki. Jeśli sytuacja będzie tego wymagała – zostanę, jeśli nie będzie takiej potrzeby – zjadę do domu. W ten sposób zachowałam się zarówno ja, jak i firma.

SV: Zdecydowała się pani przedłużyć zlecenie, ale również pojechać na kilka tygodni na inne. Jakie uczucia towarzyszyły Pani podczas podróży na nowe zlecenie? Na ile czuła się Pani zaopiekowania przez firmę w tej kwestii?

Pani Ewa: Firma miała dla mnie dwie opcje. Powrót do Polski lub przejście na inne zlecenie. Zadzwoniła do mnie Pani Joanna i zaoferowała mi możliwość przejazdu na nowe zlecenie. Zapaliło mi się światełko, taka dużo żarówa. Pomyślałam super, idę w to! Chociaż przyznam, była to dla mnie nowa sytuacja. Wcześniej nigdy nie przejeżdżałam ze zlecenia na zlecenie. Wyszłam z założenia, że jeżeli pojadę w nowe miejsce zyskam nową energię. Potraktowałam to jako nowe wyzwanie. Wszystko było szybko zorganizowane, przyjechała po mnie taksówka. Zlecenie był w miejscowości oddalonej o 2 godziny drogi od Bremen, czułam się bardzo bezpieczna. Odczuwam spokój, że ominie mnie stres związany z czekaniem na granicy. Mój łączny pobyt na zleceniach trwał od stycznia do maja. Chociaż przyjechałam do Polski zmęczona, to już wypoczęłam.

SV: Czy poleciłaby Pani pracę w Opiece osobom ze swojego otoczenia, jeśli tak to dlaczego?

Pani Ewa: To jest bardzo interesująca praca. Atrakcyjna ze względu też na relacje międzyludzkie, język, jak i również pod względem finansowym. Zdobycie niezapomnianego doświadczenia w podróżowaniu oraz styczności z inną kulturą. Mimo, że jesteśmy sąsiadami, to jednak nasze kultury się od siebie różnią. I miło jest poczuć tę odmienną kulturę, zwiedzać nowe miejsca. To mi się podoba. A i na rowerze pojeździć, bo w Polsce 40 lat nie jeździłam! (głośny śmiech)
Poleciłabym tę pracę, ale na pewno nie wszystkim, ponieważ w mojej ocenie to nie jest praca dla każdego.

Na zdjęciu rower Pani Ewy.

SV: Czy ma Pani jakieś rady dla osób, które chciałyby podjąć się pracy w opiece lub które dopiero zaczynają swoją ścieżkę zawodową w tej branży?

Pani Ewa: Podejmujcie tę pracę! Jeżeli pojawia się u kogoś taka myśl, że chciałby rozpocząć swoją karierę w branży opiekuńczej, to nie powinien się bać. Jest takie chińskie przysłowie, które mówi o tym, że “jak chcesz przejść 1000 km to musisz dać pierwszy krok”. To już pójdzie i z językiem wszystko będzie dobrze. Bo tu się na bieżąco można uczyć. Poza tym, jak się zmienia zleceni, to w różnych rejonach Niemiec funkcjonuje inny zasób słownictwa dodane do tych pierwszych, dzięki temu strefa słownictwa poszerza się. Zawsze (przeważnie zawsze) na zleceniu jest Internet, więc można korzystać z internetowych lekcji polsko-niemieckich.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Zapraszamy na nasz comiesięczny cykl, “Z pamiętnika NajOpiekunki SenioVity” do którego będziemy zapraszać nasze Opiekunki, by porozmawiać o tym, jak naprawdę wygląda ta praca. Mamy nadzieję, że historie naszych Opiekunek, ich doświadczenia i przeżycia pomogą osobom, które niedawno zaczęły pracę w opiece.
Zapraszamy do lektury następnych wywiadów, które pojawią się już niebawem.